poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Po dłuższej nieobecności koczkodan powraca do łask!!!

Na początek proponuje zapoznać się z materiałem filmowym, na którym to niewyżyty osobnik wykańcza młodego psiaka w okrutny sposób.



Myślę, iż warto się przy tym zastanowić na temat tego, jaki wpływ na kształtowanie psiej osobowości ukrytej w tej niewinnej, czarnej istotce, mają poryciuchy przebywające w jego otoczeniu...



cześć Błażej:]


poniedziałek, 2 marca 2009

bitwa o balkon


Od pewnego czasu borykam się z problemem dotyczącym team'u trzech wstrętnych gołębi, w tym jednego bez oka. Pewnie jest on alfonsem w tym szalonym trójkącie.
Gdy byłem jeszcze małą dziewczynką nienawidziłem tych brudnych, głupich ptaków, roznoszących w swych gównach bakterie, które z kolei powodują u człowieka ok 60 najróżniejszych chorób. Wracając z przedszkola zawsze krzyczałem do nich : "Ty SZMATO!!!" (to skutki przebywania u babci na wsi...)
Już prawie od dwóch lat srają mi na balkonie. A przecież jest to najlepszy azyl dla każdego nocnego bumelanta, który ma ochotę po dniu pełnym zmagań, w ciepły wiosenny wieczór usiąść na balkonie i wychylić flakon (lub więcej) ze złocistym napojem potocznie zwanym piwem. Tylko jak tu spokojnie wyjść na balkon, kiedy o poranku budzi człowieka (g)ruchanie gołębi, szykujących tam gniazdko dla swego pedalskiego tria. Przy tym srają gdzie popadnie i nie boją się nawet szeleszczących worków przywiązanych do poręczy owego balkonu.


Zbulwersowany tym faktem okrutnie postanowiłem zagłębić się w temat walki ze skrzydlatymi dziwkami. Otóż jest kilka ciekawych sposobów walki z tym bezczelnym elementem:
-siatka uniemożliwiająca wlot na balkon(to dla leniwych i szukających najtańszych rozwiązań)
-wiatrówka(nie polecam mieszkańcom bloków ze względu na ryzyko trafienia jakiegoś głupiego przechodnia)
-łuk, kusza(jak wyżej, a poza tym trzeba dużo inwestować w strzały)
-kusza pneumatyczna(używana do podwodnych polowań jest już lepsza, ponieważ strzała jest przymocowana za pomocą linki)
-proca(dość prymitywne, ale skuteczne i daje dużo satysfakcji)
-strychnina(jeden z moich ulubionych sposobów. Polecam dla ludzi z misją...)
-metalowa siatka pod napięciem(balkonowy grill na ptaki:D Tu trzeba już zainwestować w drobną siatkę i akumulator samochodowy, ale satysfakcja gwarantowana)


Jak widać znajdzie się coś dla każdego:)

Reasumując moje rozważania, chcę tylko napisać, iż...

...dobry gołąb, to martwy gołąb.



cześć Błażej :]

piątek, 2 stycznia 2009

Mysle sobie - frustraci. No kurwa, co mnie irytuje, nie pozwala zasnac, robi flaka upitego debilnym swiatem codziennym. Ale z drugiej strony.. jezu, new year is coming to the town. Trzeba cos zmienic! I wtedy wlasnie w umysle swiat intencjonalny - widzimy co chcemy, odbieramy, jak sobie zyczymy. Tak mysle.. wiec..
Zmiany, zmiany, zmiany...
Przy dzwiekach Sweeney Todda na noworoczny (trzeci z rzedu) dzien, pragne zyczyc... sobie, jak najbardziej. Okazji, a jakze.
nic Wiecej.
Bo czegoz chciec wiecej? Zycia nudnego, fajnego w te zyczenia spelnione. gowno, tez tak mysle. Bo niegdys(dni pare wstecz, te nieprzespane noce pijane, pelne wydzwiekow erotycznych), ze zycie oplaca sie bardziej ciekawe, niz bogate. Czy tak nie jest? Chcialbys powiedziec kiedys: ja to mam zycie zajebiste, fure, kase, laske w trzy dupy zajebista i moge dalej sobie inwestowac w dolek swoj marny. Czy raczej: jezu, ja to mialem zycie... czasem sie nie ukladalo, czasem bylo szalenie, czasem nogi chcialy mi odpasc same i przez podzial plechy utworzyc Alka drugiego, co to mialby bogatsze zycie, czasem bylo tak diabelnie bosko, ze zal w to uwierzyc, ale jestem szczesliwy. Pokazalem skurwysynom z motlochu, ze zycie moze byc inne, ze da sie je zapakowac w toster, aby wyskoczylo w toscie zwanym elegia, trenem na rzecz moj i moich znajomych. O tak, kurwesku, poemat drobny, zas zacny. I tak ma byc, zycie pelne zwaly, marzen, ktore sie nie spelniaja, ale dumne z tego, ze jest, ze sie nie marnuje, ze zyje poniekad.
I tego zycze Wam. nic Wiecej.
gran guignol. Byl taki teatr makabry w paryzu. Pelen markiza de sade w tresciach i grze. Pelen krwi, terroru, horroru i smaku wydzielin turpistycznych, ale tez i moralizatorstwa. Jak wlasnie Sweeney, mojego ziomka najwiekszego Burtona, Tima na marginesie. Czymze innym prawdziwy gentleman ma sie charakteryzowac, jak nie wydzwiekiem moralizatorskim dla calego popychadla spolecznego, podudzia wroclawskiego tlumu bezrozumnego. brrr...
i nagle wychodzi, co mnie wkurwia.
SCHEMAT.
O to chodzi. Ludzie nie toleruja czegos, czego nie da sie ujac, czego nie da sie nazwac. Obcosc = wrogosc, to jak okrzyk zdumienia "poswiec mnie i zabij! bedzie mnie widac!". Ale po chuj sie poswiecac, jak mozna egzystowac z boku? Tylko, ze do tego trzeba tolerancji. A gdziez tu tolerancja w naszej polskosci? Co ciekawe, te nietolerancje, ktora wszak jest przeciez wada spoleczna, zamieniamy w rzecz calkowicie pozytywna i podpinamy pod patriotyzm. Czy ja nie moge byc patriotyczny za granica? A moze TYM BARDZIEJ moge byc patriotyczny za granica? Bo bardziej polityczny, a nie alkoholowy. Bo polak godny, to polak pijany, pod krawatem i z wodka w kieszeni.
To nie jest apoteoza picia, tylko podkreslenie, jak bardzo zaszczuci jestesmy, jak bardzo sie boimy. A dopiero po kielichu potrafimy pertraktowac z innymi, ze swiatem, z polska. Tegosmy sie nauczyli, ze poki nad soba panujemy jestesmy poprawni, dokladni, a dopiero potem, po, w trakcie, na zgliszczach czlowieczenstwa, czjemy sie bezbozni i godni naszej polskosci, wyzutej z koniecznosci spolecznej, radiomaryjowego schematu zachowa. Kurwa, wlasnie tak, to twierdze ja.
Ale koniec tez tego biadolenia. Coz moge wiecej polecic, jak cudowna wersje okropienstw na dzien dzisiejszy? Okropienstw, ktore sa piekne, cudowne, bluznierczo zachwycajace?
Chodzi o sztuke, ktora jest wszystkim, tylko w odpowiednim kontekscie.
Jest takie zachowanie genetyczne, ktore doroslych ludzi odpycha od dziecinnosci, infantylizmow - hah! Coz za okropienstwo spoleczne, kolejne. Przeciez dzieciecosc to cos, co nas wyroznia, pozwala na wszystko popatrzec wzrokiem nieskazonym. Bo dziecinnosc to przedewszystkim indywidualizm, niezrownanie dazacy do osiagniecia wlasnego ja - jednak hamowany przez te wszystkie absurdalne trzesawiska doroslych. Gdybysmy sie sami wychowywali, jakzeby swiat inaczej wygladal? Diametralnie rozny, pelen oniryzmow i rzeczy ezoterycznych - bo tylko zrozumialych dla tych, ktorzy jedna noga dalej sa w swiecie bujanych koni i domow z klockow. Ja tak twierdze. Zatem dla pojednania tychze konceptow - synteza dziela dzieciecego z dorosloscia, a raczej ze zrozumieniem. Pojednanie dzieciecych rozkoszy z ekwilibrium jazni i rzeczywistosci. Tresc narzucona przez innych w wydaniu przepieknym
Przedstawiam ja: Jake'a i Dina Chapmanow, ktorzy z figurek zobrazowali cierpienie i okropienstwa. Figurek dzieciecych. Synteza, jakzeby inaczej?

http://www.picvi.com/2008/11/30/jake-and-dinos-chapman-creatives/


Ogladnac i nie marudzic, kilka sneek glimpsow:

środa, 3 grudnia 2008

thema


Australia... Kazdy czlowiek na ta mysl ma jakies skojarzenia.. Dzisiaj nawet ,jako ze bylismy na wykladach we Wrocku (we wrocku jest masakrycznie fajnie ,duzo aut jest masakra ,lubie jezdzic do wroclawia bo tam mozna poznac duzo nowych ludzi i nawet jak sie ubierzesz inaczej niz inni to sie nie smieja z ciebie..naprawde , ja pier...) dowiedzialem sie iz Australia-jakas tam koncowka byla- to znaczy poludnie :) Ale teraz juz wracjac do tematu.. Jako ,ze czas strasznijje biegnie naprzod ,wiec uczymy sie wiecej i takze o australii dowiaduje sie wiecej..
Moj znajomy opowiadal mi sytuacje kiedy jechal w autobusie w Perth jakis aborygen zrzygal sie na srodku.. autobus sie zatrzymal ,podjechal drugi ,wszyscy sie przesiedli ,a aborygena jeszcze spytali czy maja go zawiezc do szpitala.. Stwierdzilem ,ze ja tez bym chcial byc pod ochrona :) Czy to nie jest wspaniale ,ze caly swiat jest dla Ciebie ,dba bo jestes czescia historii i nawet wytra Ci dupe ,jak bedziesz mial polamane obie rece..:) Ale calkowicie odchodzac od aborygenow ,podobno (reportedly) australia jest stworzona do zycia...Jak to moj tato mowi.. "Hm no wiesz.. powiem Ci inaczej.. Tam to ludzie nawet w tramwaju ze soba rozmawiaja.. powiem Ci ,ze to jest zajebiste.. nie to co w Polsce kiedy kurwa o 16 juz chuja widac ,bo ciemno jak w dupie.. "
Czemu pisze dzisiaj o australii ,a to dlatego ,ze to najmniejszy kontynent na swiecie i dlatego jeszcze ze lubie australie i dlatego jeszcze ,ze ten no.. yyy no ,ten , tam tez mowia ,ze ,albo nie.. Po prostu australia ja pier... :D !


Andrzej


sobota, 1 listopada 2008

przewodnik





Jeżeli zabłądzicie w Polanicy, o drogę spytajcie tego człowieka...



Cześć Błażej!


poniedziałek, 27 października 2008

narodowa głupota

...może od razu przejdę do rzeczy. Wkurwia mnie straszliwie głupota i niekonsekwencja polskiego narodu. Dlatego też wstyd mi się przyznawać do tego, że ja również jestem polakiem. Pomijam już nawet to co się dzieje w sferze władzy, rządu itp. , ponieważ tego co tam się wyprawia nie jest w stanie ogarnąć nikt, kompletnie nikt!! Na czele tych marnych aktorów ze spalonego teatru, tego Zoo dla niepełnosprawnych umysłowo zwierząt stoi jednojajowy szeryf, za sprawą którego staliśmy się pośmiewiskiem na skalę światową. Lechu... , gratuluję.
Powracając do tematu rozważań filozoficznych człowieka z początku XXI wieku, targanego niechęcią do własnego narodu, chcę przytoczyć sprawę "Głupoty w mediach". Jestem zagorzałym przeciwnikiem wszelkich programów rozrywkowych nadawanych w telewizji, ponieważ moje gówno płacze z rozpaczy kiedy powstaje nowy program z serii: "Gwiazdy tańczą na lodzie", "Jak oni śpiewają", czy też "Ranking gwiazd". Myślałem, że osiągnęliśmy apogeum głupoty, ale kretynka w lateksowym wdzianku o równie bajecznym imieniu JOLA RUTOWICZ wraz z jej pluszowym koniem pokazała, że to ona jest następnym stadium ewolucji tego zjawiska zwanego głupotą...
Jest do dla mnie, kurwa szczytem promować taką kretynkę w telewizji. Osoba będąca esencją próżności, debilizmu, braku pohamowania i dobrego smaku nagle stała się znana i lubiana...
Teraz zastanówmy się przez chwilę, jak w tym wszystkim ma się odnaleźć młodzież, karmiona całą tą gównianą, medialną papką jeżeli mi jest ciężko to ogarnąć. dlatego pytam. JAK ?
Przecież każdy dąży do tego żeby w tym tzw. "kraju" społeczeństwo było dobrze wykształcone, prawe, rozsądne, kulturalne. A na każdym kroku wspiera się promowanie takiego debilizmu. Kiedy jedno wyklucza drugie, to mi po prostu brakuje słów.





Nawet Januszek posmutniał kiedy to zabrakło papieru, który zapewne Jola zabrała żeby wyścielić deskę swojemu konikowi...







Na efekty nie trzeba było długo czekać...



Cześć Błażej!

sobota, 18 października 2008


Po prawej na zdjeciu, cykniete pod przykrywka zdjecie nielegalnej i taniej sily roboczej, wspinajacej sie na masyw snieznika, by tam prowadzic swoje nedzne wykopaliska w kopalni odkrywkowej (ale nie takiej odkrytej, bo jednak schowanej - reportaz w najnowszym wydaniu Newsweek Polska) uranu. I potem Polanica cala zywi sie tym promieniotworczym wyziewem z wnetrza ziemi, badz prozni kosmosu.

Zaczynajac kolejne wydanie tego cyrku animozji, chcialem prologiem rozpoczac caly wpis. Z polecenia przyjaciela mojego, Maciusia B., pozdrawiam z cala serdecznoscia - stay heavy-, zostalem wyslany w Grecje, najdalsze zakatki Europy, gdzie kultura oswiecona styka sie z kultura gyrosu i histerycznych krzykow religijnych, zeby dowiedziec sie, dlaczego ichni poziom metalu jest TAKI SLABY (cytujac wytyczne misji). Niewiele sie dowiedzialem, chocby dlatego, ze jedyna stycznosc z jako-tako rozwinieta kultura metalowa mogla zostac osiagnieta przez kontakty z kinder-metalami, dla ktorych Slayer to 'Siepacz' z Warcrafta. Jezu, to jakby zdekapitowac wlasnego czlonka!
Moje podstawowe wrazenia - duzo coverow w knajpach, duzo kryminalu w kafejkach internetowych. I... musze poczynic dygresje o kafejkach... To jest forma walki z przestepczoscia zorganizowana. Dawno nie widzialem tylu ludzi w jednym pomieszczeniu z komputerami. Tym bardziej, ze po 23 wlacza sie wsrod nich abstynencja moralna i niezbyt sie chlopaki przejmuja czymkolwiek, wystawiajac flaszki, marihuane i podobnej marki uzywki przy monitorach. powiadam wam, gdyby udostepnic WoWa, Warhammera i inne MMORPG w kafejkach, jebnac karnety po normalnych cenach, z ulic zniknelyby szczeniaki w kapturach i szerokich spodniach, a jedynymi zwalczajacymi sie subkulturami byliby zwolennicy ow wspomnianych gier, postawionych naprzeciw siebie jak zwlaczajace sie armie. A strach sialiby jedynie w cybernetycznych przestrzeniach! mowie, cudo, ale strach tez bylo wieczorami pisac majle i czytac cokolwiek, bo latwo mozna bylo zostac zwyzywanym od zwyrodnialcow i wydziedziczonych skurwysynow.
Poza tym - kodeks drogowy w formie zadnej. I to literalnie. Nie chce sie rozpisywac, ale przytocze tutaj pewna anegdote, kiedy jadac spokojnie sobie po ulicy (ktora nawiasem - czteropasmowa, najpierw zamienila sie w 2, by przejsc jak gdyby nigdy nic w 1.5 pasmowa) za czarnym smartem, majacym byc szybkim srodkiem do przemieszczania sie w miescie, niemalze wpierdalamy sie z impetem w niego, bo czcigodny kierowca zechcial sprawdzic w kiosku sytuacje na gieldzie, czego nastepstwem bylo zatrzymanie samochodu na srodku jebanej ulicy, wlaczenie swiatel awaryjnych i, jak gdyby nigdy nic, udania sie do pobliskiego kiosku. Co ciekawsze, walka z takim precedensem jest rownie efektowna. Miast poswiecac na to niewiadomo ile czasu (czekajac przy samochodzie, wypisujac mandat i rekoczynami namawiajac do podpisania go), policjanci motorami podjezdzaja do vehiclow podobnie zaparkowanych i... odkrecaja rejestracje. Potem na najrozleglejszym placu w thessalonikach, placu arystotelesa, mozna przyuwazyc (podczas siesty), popijajacych kawke policjantow z plikiem rejestracji pod pachami. Cudowna rzecz....
I tyle z prologu - wiele coby sie rozpisywac o tym zacnym kraju, w ktorym wcale nie jest tak cieplo, jak sie wydaje.


Tak, zem wrocil zdrow i caly z tego przedsionka monoteistycznego chaosu.
I juz mnie dobijaja fakty, nowinki, reminiscencje przeszlosci zycia publicznego i zupelnie strywializowanych marginaliow wroclawskich. Ale do rzeczy. Wlasnei dowiaduje sie z TiVi, ze ow Postacia Roku w Gali, Elle, czy innego szmatlawca, ktorego nienawidze i ganie za szerzenie poganskiej mody, zostaje Tomasz Raczek. I teraz za co. Za co? Albowiem powiada wam on sam(Raczek) - Tomasz Raczek jest gejem. Jest pedalem, przyznal sie. I w kraju slynacym od wiekow z tolerancji, tolerancji, ktora zapisana jest w tradycyjach naszych, tradycyjnym przyjmowaniu gosci wodka i ogorkami, 'doceniamy' czlowieka, ktora mowi: 'jestem gejem!!'.
Czekaj, bo ja czegos nie rozumiem..
Zwizualizowal bym sobie owa sytuacje, gdyby hipotetycznie sprawe biorac, za homoseksualizm lamanoby kolem, przypalano zelazkiem, publicznie chlostano, obrzucano ekskrementami i szczuto kacza inkwizycja. To tak, jakby powiedziec 'Prezydent jest gejem!'.
Ale w kraju, gdzie, moze niezupelnie akceptowanym, ale tolerowanym jest fakt gejostwa/lesbijstwa/trans itd. taka rzecz nie powinna sie wydarzyc! Bo z tego wynika pewien dyskurs - albo uwazamy sie za spoleczenstwo niezupelnie tolerancyjne albo popadlismy w obsesje poprawnosci politycznej.
Czekam na to, aby na sprzataczki wolano 'sluzby pozadkowe', a na bezrobotnych 'ludzie o roleglych zainteresowaniach'.
Ja juz przyzwyczajam sie i puszczam murzynow wszedzie pierwszych, ustepuje z drogi, schodze z pola widzenia, boje sie. Boje sie tego, ze zostane uznany za nietolerancyjnego dupka, bubka pastwiacego sie nad swoim nacionalizmem. To jest chore. Przechodzenie z jednego esktremum w drugie - amerykanska inwersja, bym powiedzial.
Nie wiem, czy ktos pamieta motyw z Larry'ego Flinta, kiedy na sale sadowa wchodzi z napisem na koszulce 'I wish I was black'.
Czekam tez na wroclawski Mardi Grass, zebym wreszcie mogl wskoczyc w upragniona spodnice z cekinami, ogromnym dekoltem, wypastelowac sobie twarz i przypruszyc oczy brokatem. Spokojnie wyjsc na ulice i najebac przypadkowem motlochowi - zawsze moge ich przeciez pozwac o nietolerancje, badz wykorzystywanie seksualne, w dodatku w sferach publicznych.
Uf... moze to troche futurofobiczna wizja, ale niedaleko nam do niej.

Zle sie dzieje w panstwie polskim. Zle sie dzieje w telewizji. Nie uwazam tivi za przedmiot szatana, za pomruk z piekiel, ktory niszczy dzieciakom muski, wpakowujac gowno. Duzo dobrego shitu mozna w niej znalezc, trzeba odpowiednio szukac.
Choc oczywiscie, tego negatywnego gowna jest coraz wiecej. Abstrahujac w tym momencie od programow a la 'gwiazdy plywaja z delfinami', publiczne TiVo nacechowuje nas, jest cholernie opiniotworcze i, co gorsza, zabiera nam mozliwosci decydowania za siebie. Po chuj w programach, w ktorym decyduja telewidzowie, jury? Czy jak siedzisz i ogladasz caly ten chlam nie potrafisz odroznic kto bardziej sie upokarza, a kto mniej?

Fakt jest taki, ze coraz czesciej padam ofiara wlasnego eksperymentu. Kiedy ogladajac TiVo, starasz sie rozpoznawac co jest 'O.K.!', a co jest sieczka dla twojej jazni, co zostawia na swiadomosci ryse nad rysami, bo calkowicie cybernetyczna, kurwa, calkowicie odrealniona, wyzuty zostajesz z tej pewnosci, jaka miales, siadajac naprzeciw kineskopu.
O telewizji koncze, tak jak koncze z telewizja.

Swoja droga, wsam raz na odreagowanie po odretwieniu, polecam lekture Mendozy. Jest jak Tarantino^2, historie braci Cohen z ogromna doza lumpenproletariatu i kultury pijackiej. To historie psuedokryminalne z rodzynka w postaci anonimowego bohatera...
Wspominam tutaj, coprawda, o mendozowej trylogii - historii fryzjera damskiego, czestego bywalca szpitala psychiatrycznego, paraobywatela Barcelony, ktory sam w sobie jest puszka Pandory...
Ah!! Jak to miota!




Eh... jak latwiej byloby miec problemy wyjete jak plod, na zywca, z czasopisma Bravo! Wstydze sie swojego chlopaka i spotykamy sie w lesie, przebierajac sie za mysliwych i romantycznie pukajac do siebie z plastikowych strzelb. Nie to, zebym uwazal to za glupote, ale uwazam, tylko... jezu, tak trudno byc czasem doroslym (czy moge sie juz nim czynic? bardzo potrzebuje tego wilkolackiego sposobu gry, tego strzelania, wiedzac, ze za plecami sa rodzice z nowymi cukierkami ze strzelajacym miedzy zebami proszkiem i karta Multikina na wszystkie seanse b/o z okrzykiem 'To dla was kochani!', S. Soyka sie klania).

Uh... I wlasnie tak wyglada poszukiwanie prawdziwego 'blacku', u kamrata Mietka. Poszukiwanie prawdziwego blacku w pierogach, zoladkowej i naszych wlasnych umyslach, nasaczonych i naznaczonych przez koniunkture popu i antykultury. Jezu, odnajdz sie w tym teraz czlowieku!
Ta filozofia mnie wykonczy, bo im wiecej sie nad tym zastanowic, tym bardziej nihilistycznym sie czlowiek staje. Ale z drugiej manki, poki trwa rock'n'roll, poki trwaja frustraci ze swoja szopka maniakalna, jest sens wierzyc w wiekszy... sens. I alkohol, jezu, bez tego nic nie byloby tak proste!
Kwintujac cala opowiesc (ktora jest spojna jak soft porn story), Macius kiedys wspomnial, ze najbardziej przejmuje sie tym, ze kiedys zabraknie wodki. Momentalnie wypalilem 'dlaczego?', bedac na tym niewinnym i zalosnym poziomie poszukiwania etyki, moralnosci, zrozumienia w miejscu, w ktorym tego nie bylo (czyt. swiat). Odpowiedzial prosto i zwiezle, ze gdyby nie przejmowal sie tym, napewno wymyslilby sobie cos gorszego.
I ja tez sie kiedys martwie, ze czegos zabraknie...


A.